Doniczki w starożytnej Grecji... i Michał Tyszkiewicz.
   28/03/2019 09:01:38     Lifestyle    0 Komentarze

Długo nas nie było, ale wracamy ze zdwojoną siłą.

Musimy się wytłumaczyć - zawładnęła nami lektura. I to nie byle jaka. Birch Samuel - History of Ancient Pottery. Dla tych co w szkole mieli język Suahili, zamiast angielskiego, znaczy to "Historia starożytnej ceramiki"...

Książka jest cudowna i mimo, że ma już niemal 150 lat, bije na głowę większość historycznych pozycji dot. tematu starożytnej ceramiki i antyków. 
Historyk, Egipcjanin Samuel Birch rozpoczął naukę języka chińskiego w szkolę i dzięki temu zdobył pracę w Muzeum Brytyjskim, katalogując chińskie monety. I tak po nitce do kłębka, rozpoczął badania nad greckimi wazami i donicami (to się dopiero nazywa skrócona biografia, prawda?). Z książki możemy dowiedzieć się m.in. dlaczego wśród Greków takie zamiłowanie do waz i donic, do czego pierwotnie służyły, a także jak na przestrzeni setek lat rozwijała się ich produkcja. Na pewno będziemy o tym pisać, ale recenzowanie takiej pozycji jest niesamowicie trudne i czasochłonne i po prostu brakuje godzin w dobie. Ale jest pozytyw! Biblioteka Instytutu Smithsonian udostępnia całą książkę, w oryginale, za darmo w internecie. Dostępna jest tutaj:  History of Ancient Pottery

My przytoczymy tylko cytat, który Samuel Birch wspomniał w swojej książce. Opowiada on o historii Hrabiego Michała Tyszkiewicza, jednego z największych kolekcjonerów dzieł sztuki w nowożytnej erze, którego zbiory do tej pory zdobią kolekcje Luwru, Muzeum Brytyjskiego, Galerii Borghese, Muzeum Watykańskiego czy nawet Muzeum Warszawskiego. 




„Pewnego dnia odwiedził mnie mój kolega-krajan, który powiedział, że ​​przybył z okolic Canino i przywiózł ze sobą wazon namalowany we wczesnym korynckim stylu, na którym figury oznaczono greckimi napisami. Mężczyzna oświadczył, że odkrył go w grobie, który zapadł się po ulewnych deszczach. Cena jakiej żądał była wręcz okazyjna, dlatego szybko dobiliśmy targu. W tym czasie, mój znajomy, M. van Branteghem był jednym z najchętniej kupujących greckie wazy amatorem i był tak zazdrosny o moje przejęcie, że miałem prawdziwą przyjemność mu ją po prostu oddać. Niedługo potem zadzwonił do mnie, członek Szkoły Francuskiej w Rzymie - M. Gsell. Zaczął od pytania, czy ostatnio nie kupiłem wazonu, który dokładnie opisał i który okazał się tym, który kupiłem od rodaka z Canino. M. Gsell tak bardzo uważnie sprawdzał wykopaliska które prowadził, że byłoby to niemożliwe, żeby robotnicy przy okazji pracy coś ukradli. Wszystkie znalezione przedmioty były rejestrowane, gdy tylko zostały wyjęte z grobowców i zamykano je każdego wieczoru w magazynie. Jednak pewnego dnia M. Gsell zauważył, że jeden zniknął. Wysłał po domniemanego złodzieja (jednego z jego nadinspektorów) i za pomocą gróźb wydobył zeznanie o kradzieży i nazwisko amatora, któremu sprzedał wazon. Podsumowując: M. Gsell błagał mnie, abym pozwolił mu mieć tą wazę z powrotem. Poczułem, że sytuacja jest bardzo krępująca, ale powiedziałem mojemu rozmówcy, co się stało i dlaczego przekazałem wazon M. van Branteghemowi. Zmartwienie M. Gsella po wysłuchaniu tej wiadomości poruszyło mnie do tego stopnia, że ​​skończyłem mówiąc mu, iż uznaje van Branteghema z dżentelmena i poinformuję go, że stał się właścicielem skradzionych towarów, powołując się na jego czyste serce. Tego samego dnia napisałem do belgijskiego amatora uderzając się w pierś, a wazon został zwrócony tak szybko, jak to możliwe. Został wystawiony w muzeum księcia Torlonia w Lungarze.

Lata minęły, gdy pewnego ranka powiedziano mi, że w korytarzu czeka facet, który chce mi pokazać zabytkowe dzieło sztuki. Było to wydarzenie normalne - rzeczywiście, zdarzało się to kilka razy dziennie i zwykle odkrywałem, że obiekty dla których byłem odrywany od moich czynności, były albo dość nieciekawe, albo były pospolitymi fałszerstwami. Ale tym razem - zdumiewający fakt! - pokazano mi wazon, który przywróciłem Szkole Francuskiej, którego szkoła wystawiała w Muzeum Lungara. Po raz kolejny został skradziony!


Ciekawi Was jak ten "wazon" wyglądał?





Gdyby nie pokrywa - byłby całkiem podobny do pewnej donicy jaką mamy w ofercie... No, oczywiście nie wspominamy o malunkach :) Zapraszamy! 

Komentarze

Zaloguj się by komentować

Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuj Więcej informacji Odrzuć